Wyciśnijmy energię z EURO
Urządźmy prawdziwą fiestę
Zastanówmy się po co nam EURO
 

Górne menu



Projekt Społeczny 2012 / Dokumenty / Kibic to nie znaczy zawsze to samo




Kibic to nie znaczy zawsze to samo

Autorzy: Karolina Dec, Agata Tomaszuk

Pierwszym wspomnieniem związanym z kibicami piłki nożnej, które mam wgłowie, jest wypchany po brzegi, kołyszący się na boki, warszawski autobus linii 171 przejeżdżający ulicą Marszałkowską. Na całą szerokość ulicy rozbrzmiewają głośnie śpiewy rozradowanych fanów klubu Legia Warszawa. Za autobusem w bezpiecznej odległości podąża radiowóz. Nie wiadomo, czy „wesoły autobus” zatrzyma się na przystanku - nie jest to istotne: i tak nikt z czekających osób by do niego nie wsiadł. Taki autobus pełen kibiców budzi niepokój i strach. W głowie kłębią się pytania: „Co będzie, jak wysiądą?”, „Czy będą mnie zaczepiać?”, „A może się pobiją?”, „Czy coś rozwalą?”

Raczej nikt nie pomyśli, że oto minełą go grupa pełnych energii młodych ludzi, którzy cieszą się, bo ich ukochana drużyna wygrała mecz. Nie pojawią się także myśli, że to nie są wszyscy kibice, ale tylko garstka. Garstka, która nie powinna przysłonić innych. Szkoda. Pozostaje pytanie - dlaczego tak się dzieje?
Nie każdy chodzi na mecze piłki nożnej, ale raczej każdy ma w głowie obraz „kibica”. Skąd? Z opowieści, z mediów, z filmów. Jak to często bywa z tego typu obrazami, jest on uproszczeniem, kliszą - niekoniecznie prawdziwą, a już na pewno nie chwytającą całej złożoności danej postaci, w tym przypadku fana futbolu.
My też kiedyś posługiwałyśmy się takimi kliszami. Ostatnio trochę więcej przebywałyśmy w towarzystwie kibiców i na stadionie. Posłuchałyśmy opowieści, zaczęłyśmy uzupełniać nasz obraz o nowe szczegóły. O tym będzie pierwsza część tekstu - kim są kibice piłki nożnej? Czym się zajmują? Co widać, a czego nie? Co siedzi im w głowach? W drugiej części artykułu postaramy się zmierzyć z czymś, co w dużej mierze buduje nasz obraz świata i obraz kibiców – z mediami.