Konsultacje? Społeczne?! Ktoś coś wie?
W środę 5 maja w siedzibie projektu spotkaliśmy się z naszymi partnerami z miast i z członkami SLLGO, które koordynowało nasz wspólny projekt dotyczący monitoringu konsultacji społecznych To czy, i w jakim stopniu , obywatele są w Polsce dopuszczani do współdecydowania jest jedną z kluczowych kwestii w dziedzinie przygotowań do UEFA EURO 2012TM. Inwestycje związane z Mistrzostwami potraktowaliśmy, z racji ich rozmachu, jako pretekst do pokazania i rozwijania idei konsultacji społecznych. Tak duże zmiany w wyglądzie i funkcjonowaniu miast powinny być interesujące dla mieszkańców, a dla urzędników powinno być ważne, by się z ich założeniem i realizacją dzielić. Jeśli czegoś mamy się nauczyć dzięki przygotowaniom do EURO 2012 to konsultowania właśnie.
Pierwszy wniosek. Konsultacje społeczne zdążyły wszystkim zbrzydnąć i się opatrzyć, ale nikt porządnie ich nie zdefiniował. Organizacje przyznają, że w trakcie badania monitoringu zaczynały wątpić czy same wiedzą o co z tymi konsultacjami chodzi. Definicyjne problemy, nie są zagadnieniem czysto teoretycznym. Bez solidnego namysłu co jest konsultacją społeczną, a co tylko spotkaniem informacyjnym, bez próby opisania standardów ich prowadzenia, lub chociaż ram czy ogólnych zasad będziemy się ruszać jak we mgle i bez konkretnego kierunku.
Drugi wniosek. Po stworzeniu zasad prowadzenia konsultacji należy zadbać o to, by urzędnicy odpowiedzialni za ich prowadzenie poznali te zasady i się ich nauczyli (czy oswoili się z nimi). Grupą najczęściej najbardziej do konsultowania zrażoną są urzędnicy, którzy rzadko mają złą wolę. Raczej nikt ich nie wspiera w nabywaniu wiedzy o tym procesie otwierania się na decyzyjność obywateli. Nikt nie potrafi pokazać korzyści z organizowania odpowiednich konsultacji. To może być nasze zadanie.
Trzeci wniosek. Miasta bardzo różnią się pod względem sposobu i zakresu prowadzenia konsultacji. Zdarzają się urzędnicy, którzy uczą się ich prowadzenia z gazet i starają się, ze znakomitym efektem je stosować, nie tylko tam , gdzie wymaga tego ustawa. Gdzie indziej monitoring nie mógł zlokalizować ani jednego przejawu działań „konsultacyjno podobnych”. Głucha cisza.
Rozeszliśmy się z poczuciem sensu takich monitoringowych poszukiwań, choć to w Polsce dopiero początek konsultowania społecznego i można łatwo ulec deprymującemu zniechęceniu. Samo jednak zadanie pytania, czy konsultacje się odbywają jest poruszeniem i wznieceniem tematu, który będzie musiał być coraz ważniejszy. I nie po to, żeby o konsultowaniu mówili badacze, ale po to, żeby zwyczaj konsultowania wszedł w krew obywatelom. Żeby stało się dla nich naturalne i łatwe zabrać głos w istotnej sprawie.












